Skocz do zawartości

PARTNER GŁÓWNY:

hyip monitoropcje binarne

PARTNERZY
STRATEGICZNI:

AdBlock wykryty!

 

sketch-logo.png

 

Funkcjonowanie naszej strony internetowej jest możliwe dzięki wyświetlaniu reklam online naszym czytelnikom. Staramy się, aby nie były one liczne ani przedstawiane w sposób agresywny. 

Prosimy więc o wyłączenie dodatku typu AdBlock dla strony hyipforum.pl :)

 

Reklama




Rekomendowane odpowiedzi

A czemu nie raportujesz?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Egzekutor
      Przybywa poszkodowanych przez Pomocną Pożyczkę, ale firmy nie można zamknąć
       
      Po serii tekstów ujawniających kulisy działalności spółki Pomocna Pożyczka z Gdańska nadal znajdują się klienci, którzy korzystają z jej usług. Pan Dariusz z Redy w maju chciał pożyczyć w tej firmie pieniądze. W poniedziałek złożył zawiadomienie do prokuratury, że został oszukany.
       
      W sprawie Pomocnej Pożyczki z Gdańska toczy się największe w kraju śledztwo. Według Prokuratury Okręgowej w Gdańsku spółka przyjęła od 60 tys. osób łącznie 150 mln zł jako opłaty za przyznanie pożyczek, a następnie pieniędzy im nie pożyczyła, zaś opłat nie zwróciła. O sprawie od połowy maja szeroko informowały wszystkie media. W "Wyborczej" pisaliśmy o niej kilkukrotnie, ujawniająckulisy działalności spółki i losy pokrzywdzonych. Na początku czerwca przedstawiliśmy historię rencisty, któryczuł się oszukany przez spółkę pożyczkową i popełnił samobójstwo .
      Chciał zaoszczędził, stracił 3, 5 tys. zł
       
      Spółka nadal prowadzi działalność (reklamując się na przykład jako Pożyczka dla Zadłużonych) i nadal znajdują się chętni do korzystania z jej usług.
      - Ofertę znalazłem w internecie, skusiły mnie niskie raty, niewielkie oprocentowanie, a do tego nie wymagali zaświadczeń z pracy. Pożyczkę chciałem przeznaczyć na spłatę kredyty w banku, który był wyżej oprocentowany - mówi nam pan Dariusz Sz. z Redy.
       
      Na umówione spotkanie przyjechał do biura obsługi klienta Pomocnej Pożyczki w gdańskim Zieleniaku. - Opłatę traktowałem jak wkład własny do kredytu, później dowiedziałem się, że to pójdzie na koszty manipulacyjne. Gdy kobiecie załatwiającej ze mną formalności wytknąłem, że nie wspominała o tym wcześniej, to zaczęła udawać zdziwioną - relacjonuje.
       
      27 maja pan Dariusz z Redy wpłacił 3,5 tys. zł na konto spółki tytułem opłaty za przyznanie mu 60 tys. zł pożyczki. Wkrótce, jak 60 tysięcy wcześniejszych klientów przekonał się, że pożyczki nie dostanie, a opłata przepadła. Wtedy pan Dariusz skontaktował się z Bogusławem Dylewskim, który społecznie ostrzega klientów przed korzystaniem z usług Pomocnej Pożyczki.
       
      - Zadzwonił z informacją, że został oszukany i pytał, co teraz ma robić - mówi Dylewski, który w takich wypadkach poleca składanie zawiadomień do prokuratury.
       
      W poniedziałek Dariusz Sz. złożył taki wniosek przeciwko spółce. O tym, co dzieje się w śledztwie, mówi nam Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku: - Cały czas przesłuchujemy poszkodowanych i analizujemy przepływy finansowe spółki. Niezależnie od tego kierujemy pozwy na rzecz poszczególnych klientów o zwrot opłat - mówi.
       
      Dlaczego ta firma nadal działa?
       
      Bogdan Dylewski i wielu klientów, który stracili pieniądze z opłat, nie może zrozumieć, dlaczego firma pożyczkowa nadal działa i nie można jej po prostu zamknąć.
       
      - Prokuratorzy nie mają kompetencji do zamknięcia firmy. Proszę zwrócić uwagę, że nawet w sprawie Amber Gold właściciel i prezes przebywa w areszcie, a spółka nadal funkcjonuje, choć jest w stanie upadłości - wyjaśnia Grażyna Wawryniuk. - W przypadku Pomocnej Pożyczki zarzuty prokuratorskie zostały przedstawione pracownikom spółki, a nie członkom zarządu. Sprawdzamy, czy pracownicy realizowali mechanizm odgórnie narzucony - dodaje.
       
      Jak już informowaliśmy, największe korzyści z pobierania opłat odnieśli dwaj założyciele spółki zasiadający w jej zarządzie. Z tytułu pensji i dywidendy z zysków legalnie pobrali po blisko 20 mln zł.
       
      Nie byłoby tej fortuny, gdyby klienci wykazywali więcej ostrożności. Dlaczego Dariusz Sz. zdecydował się uiścić opłatę za pożyczkę, gdy było powszechnie wiadomo, że może ją stracić?
       
      - Dlaczego? Takie jest życie... Jestem malarzem pokojowym, nie mam czasu na oglądanie telewizji i nie wiedziałem, co się kryje za tą firmą. Później koledzy mówili mi, że słyszeli coś o tym w telewizji. Teraz liczę, że odzyskam pieniądze - mówi.
       
      Spółka nie dysponuje jednak tak dużym majątkiem, aby pokryć roszczenia wszystkich klientów, a do tego skarży nakazy zapłaty, które wydają sądy, przez co odwleka niekorzystne dla siebie rozstrzygnięcia. 
       
      Żródło
    • Przez pepperoniss
      Szlag mnie trafia gdy czytam wypowiedzi urzędników coraz to nowych urzędów, którzy, co akurat oczywiste, potrzebę funkcjonowania swojego i swojego urzędu w przestrzeni publicznej próbują uzasadnić udowadnianiem, że Kowalski mimo, że ma swe lata to nie wie co robi a o tym co mu wolno a czego nie powinny decydować tabuny urzędników od spraw wszelakich...
       
      Może wynika to z mojej korwinistycznej perspektywy patrzenia na wolność i człowieka a przede wszystkim na prawo każdego z Nas do popełniania błędów. Nawet wielkich. I to do tego w każdej dziedzinie.
       
      Dziś przeczytałem następujący tekst:
      Słowa te padły w wywiadzie zamieszczonym w Gazecie Wyborczej...
       
      No i masz babo placek... Jak już pisałem szlag mnie trafił bo skoro szef KNF twierdzi, że "każdy kto przyjmuje i używa ich do czegoś" to trzeba się zastanowić czy nie trafi się przed oblicze Temidy za prowadzenia działalności parabankowej gdy pożyczę od kolegi stówkę na obiad czy też piwo bo wszak każda pożyczka wiąże się z ryzykiem, że jej nie oddam... Małym, ale jednak... Ot, choćby przegram pożyczoną kasę w kasynie albo zgubię...
      No tak, pomyślałem, ale przecież szef tego Wielce Czcigodnego Urzędu działa w dobrej intencji. On przecież nie pozwalając mi pożyczać chce uchronić mojego kolegę przed ryzykiem! Wszak mój kolega będąc osobą pełnoletnią, mniej lub bardziej wykształconą nie jest sam w stanie zdecydować czy zaryzykować mi pożyczenie owej stówki...
       
      Ba... To jeszcze nic zdaje się, że gdy będę miał pomysł na biznes i zaproszę na spotkanie kilka osób z kasą proponując im zawarcie umowy spółki pod wymyślony przeze mnie biznes także poważnie narażam się na bliższe spotkanie z prokuratorem. Wystarczy, że potencjalnym inwestorom zaproponuję gwarantowaną stopę zwrotu...
       
      Jak nie kijem go to pałką... Jak obciążasz czyjeś pieniądze ryzykiem - źle. Jak proponujesz gwarancje - jeszcze gorzej...
       
      Ofiarą takiego nowatorskiego myślenia padła ostatnio spółka Auron Group sp. z o.o. organizująca innowacyjny na polskim rynku system pozyskiwania kapitału na inwestycje w energetykę wiatrową. Oczywiście dla szefa KNF nie ma tu znaczenia, że dorośli ludzie, posiadający pełną zdolność do czynności prawnej określają w umowie co od siebie i na jakich zasadach oczekują... To nic, że strony umowy świadomie akceptują ryzyko związane z prowadzenie biznesu a nawet nieprzewidywalność Państwa w zakresie polityki co do działalności gospodarczej w ogólności a w zakresie wspierania rozwiązań proekologicznych i energetyki odnawialnej w szczególności...
       
      Dla Andrzeja Jakubiaka sprawa jest wyjątkowo prosta... Do pudła... I nie ma znaczenia czy w spawie są poszkodowani... Ścigać należy bo On tak chce... A działalność parabankową wykonują nawet przekupki na bazarze pożyczając sobie "końcówki" do wydania klientowi...
       
      Tak się więc zastanawiam... Po co w kodeksie cywilnym zostawiać generalną zasadę swobody umów... Po co rozdział traktujący o pożyczkach... Do kosza z tym starożytnym przeżytkiem jakim jest prawo cywilne... KNF nam powie, kto, z kim, kiedy i na jakich warunkach może zawrzeć umowę...
       
      Wszak Kowalski to idiota i sam o swoje interesy nie zadba
       
      Do napisania tego wpisu natchnął mnie artykuł Filipa Kowalika w internetowym wydaniu Forbes pt. Podzwonne po Amber Gold
    • Przez Ivaho
      Ciekawy temat, wywiad z dziennikarzem, ktory zajmuje sie tematem mafii pruszkowskiej, poruszony jest tez watek AmberGold:
       
       
      Z Sylwestrem Latkowskim - dziennikarzem "Wprost", autorem książek o przestępczości, reżyserem i scenarzystą - rozmawia Jacek Gądek.
       
      Jacek Gądek: Zna pan osobiście gangsterów z Pruszkowa?
       
      Sylwester Latkowski: Rozmawiałem z niektórymi pracując nad książką "Zabić Papałę", "Polska mafia", czy "Biuro Tajnych Spraw". Najważniejsze moje kontakty były ze świadkami koronnymi, bo otwarcie
      mówili o Pruszkowie. I to właściwie oni są jedynymi gangsterami, którzy rozmawiają z mediami.
       
      Dlaczego? Przecież jeszcze w latach 90. mafiosi byli niemal osobami publicznymi.
       
      Czasy, w których gangsterzy rozmawiali z dziennikarzami, minęły. Kiedyś „Super Express†publikował rozmowy z nimi, widzieliśmy ich w "Alfabecie mafii" Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego, ale to było dawno.
       
      Środowisko mafijne jest szczelne?
       
      Oni zrozumieli już, że medialność mści się na nich. Zmieniła się filozofia tych przestępców, bo zwykli ludzie zrozumieli, że bycie gangsterem jest czymś złym, a kiedyś nie było to tak jednoznaczne. Pamięta pan film „Sztosâ€?
       
      Tak. Debiut reżyserski Olafa Lubaszenki (z 1997 r.)…
       
      …w którym „Nikośâ€ grał razem ze sławnymi aktorami (Nikodem Skotarczak, czyli „Nikośâ€, zagrał w filmie „Sztos†epizod, podając rękę postaci granej przez Jana Nowickiego - red.). Przez pewien czas „Nikośâ€ był też honorowym obywatelem Gdańska. To był czas, w którym wszystko się zacierało, a teraz wiadomo, że bandyta to bandyta. I nie ma bandytów dobrych.
       
      Jak w ogóle narodził się Pruszków?
       
      W aktach IPN znalazłem informacje, że już milicja obywatelska miała rozpoznanie w środowisku przestępców z Pruszkowa. A jak nastąpiła transformacja, to stała się dziwna rzecz, bo część akt, ich właśnie dotycząca, trafiła do Urzędu Ochrony Państwa.
       
      Dlaczego?
       
      Bo niektórzy z tych ludzi trafili pod opiekę służb - np. „Pershingâ€, który był agentem. Pochopnie z bandytów robiono konfidentów. W zamian za donoszenie pozwalano im na popełnienie paru przestępstw, tylko że potem okazywało się, że nie dokonują oni pospolitych czynów, ale takich, które rzeczywiście zaczęły już zagrażać życiu ludzi, bo w latach 90. regularnie dochodziło do morderstw, zamachów i wybuchów bomb.
       
      Można było tego uniknąć? Zdusić Pruszków w zarodku?
       
      Gdyby od początku służby działały tak jak powinny, to nigdy byśmy nie słyszeli o tym zakończonym właśnie procesie, bo by go nie było. Ci ludzie nie wyrośliby na tak znaczących gangsterów.
       
      Jak wyglądała struktura tego gangu i ile osób on liczył w czasach swojej „świetnościâ€?
       
      Według „Masyâ€, najważniejszego świadka koronnego, szefami, czyli „zarządem†Pruszkowa, byli: bracia D., Sz., „Parasolâ€, „Raźniak†i „Słowikâ€. Pod nimi byli ludzie, którzy operowali podgrupami: „Masaâ€, „Zbynekâ€, P., „Źabaâ€, „Bysioâ€, „Mięśniakiâ€, „Boloâ€, Jarosław Meringe, F., to z grubsza. W prokuraturze na czterech kartach rozrysował strukturę Pruszkowa. To było kilkaset osób. Osiągali zyski od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. W drugiej połowie lat 90. grupa pruszkowska działała w całej Polsce. Mieli podporządkowany Lublin, Trójmiasto, Szczecin, Poznań, Ł


×