Jump to content

PARTNER GŁÓWNY:

PARTNERZY
STRATEGICZNI:

AdBlock wykryty!

 

sketch-logo.png

 

Funkcjonowanie naszej strony internetowej jest możliwe dzięki wyświetlaniu reklam online naszym czytelnikom. Staramy się, aby nie były one liczne ani przedstawiane w sposób agresywny. 

Prosimy więc o wyłączenie dodatku typu AdBlock dla strony hyipforum.pl :)

 

Reklama




Ivaho

Zadłużenie Polski

Recommended Posts

1990 - 53,17 mld zł (Solidarność+ZSL+PZPR - premier Mazowiecki )

1991 - 65,84 ( rząd koalicyjny Solidarnościowy - premier Bielecki )

1992 - 97,94 ( rząd koalicyjny Solidarnościowy - premier Olszewski/Suchocka )

1993 - 133,94 ( rząd koalicyjny Solidarnościowy - premier Suchocka )

1994 - 152,21 ( SLD + PSL - premier Pawlak )

1995 - 167,21 ( SLD + PSL - premier Oleksy )

1996 - 189,05 ( SLD + PSL - premier Cimoszewicz )

1997 - 221,65 ( SLD + PSL - premier Cimoszewicz )

1998 - 237,40 ( AWS + UW - premier Buzek )

1999 - 278,21 ( AWS + UW - premier Buzek )

2000 - 288,33 ( AWS + UW do 05.2000r. - premier Buzek )

2001 - 314,67 ( AWS - premier Buzek )

2002 - 352,58 ( SLD + UP - premier Miller )

2003 - 408,58 ( SLD + UP - premier Miller )

2004 - 440,54 ( SLD + UP - premier Miller/Belka )

2005 - 477,08 ( SLD + UP do X/05 - premier Belka, od XI PiS - Marcinkiewicz )

2006 - 506,26 ( PiS + Samoobrona + LPR - premier Marcinkiewicz/Kaczyński )

2007 - 527,44 ( PiS - premier Kaczyński )

2008 - 569.95 ( PO + PSL - premier Tusk )

 

Niezależnie jaka partia rządzi - zadłużenie wzrasta.

Coroczne odsetki od tego zadłużenia przekraczają już 30 miliardów zł.

 

Dane ze strony ministerstwa finansów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest corner

Oczywiście, że wzrasta, bo praktycznie każdy budżet był oparty o deficyt budżetowy.

 

Pocieszające jest to, że powyższe dane nie uwzględniają inflacji (prawda?).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, aczkolwiek tak jak inflacja systematycznie maleje tak dlug zdecydowanie rosnie.

 

Wlasciwie to bardziej rzeczywisty obraz daje porownanie dlugu do PKB.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jon

Prawda jest taka, że polsce potrzeba reform...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawda jest taka, że polsce potrzeba reform...

 

i to nie jednej ale żaden rząd nie poświeci swojego dobra za dobro państwa

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Kot

Niestety, próżno szukać wśród "naszych" współczesnych polityków ludzi tej miary, co Grabski czy Witos...

Share this post


Link to post
Share on other sites

System partyjny zabija indywidualnosc :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio na jakiejś stronie przeczytałem że polska zastanawia się nad porzyczeniem pieniędzy jakiemuś krajowi niepamiętam jakiemu ale była to dość duża suma. Gdybym był zadłużony to starałbym sie spłacić dług by nienarastały odsetki bo to one są najgorsze...a nie porzyczał na lewo i prawo...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodziło o pożyczke (przyjrzyj się Lopes jak to się pisze :P)  200 mln $  dla Islandii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogolna ocena obecnej ekonomicznej sytuacji Polski

 

Żródło: Gazeta Finansowa

Gazeta Finansowa

 

Polska gospodarka najgorsze ma dopiero przed sobą

 

Wszystko, co najgorsze w związku z kryzysem i to, co czeka naszą gospodarkę - dopiero przed nami. Wzrost gospodarczy, finanse publiczne, banki i złotego czekają jeszcze wielkie kłopoty. Jak na razie mkniemy ku gigantycznemu wręcz zadłużeniu i bankructwu.

 

Zagraniczne banki i instytucje ratingowe ostrzegają: najgorsze dopiero przed Polską. Czeka nas recesja, wzrost bezrobocia i gigantyczny wzrost zadłużenia, kolejne deficyty oraz osłabienie złotego. Wyniki III i IV kw. będą dużo gorsze niż w pierwszej połowie tego roku.

 

Zbyt wcześnie odtrąbiono sukces

 

Polska rzeczywiście przecież nie dotknęła jeszcze kryzysu. Propaganda sukcesu kwitnie jak za Gierka. Minister finansów zbyt wcześnie ogłosił sukces w krajowych mediach, w których zapanował błogi spokój. Właśnie podnoszone są prognozy wzrostu PKB dla Polski, choć należałoby je obniżyć. Ogłoszono znów nierealny budżet na 2010 r. Olbrzymi deficyt rzędu 52 mld zł w 2010 r. realnie osiągnie wartość znacznie większą, w granicach 90 - 100 mld złotych, bo minister Rostowski z reguły myli się w swych obliczeniach o co najmniej 100 proc., np. prognozował deficyt budżetu na ten rok na poziomie 18 mld, a już zmienił go sam na blisko 30 mld.

 

Spadek zaufania inwestorów będzie postępował

 

Deficyt budżetowy na 2010 r. nie uwzględnia np. wydatków na drogi rzędu 34 mld zł, które jakimś cudem zniknęły z przyszłorocznego budżetu. Krajowy Fundusz Drogowy ma sobie sam zorganizować aż 31 mld zł, bo inaczej ich nie będzie. Ten kolejny wirtualny budżet przewiduje 1- -proc. inflację, gdy dzisiaj, pod koniec roku, zbliżamy się do 4 proc. Równie niemożliwy jest wzrost dochodów podatkowych, w tym wzrost dochodów z VAT-u w najbliższym roku.

 

Czy leci z nami pilot?

 

Jeśli minister przyznaje się, że nie ma planu awaryjnego i musi wyprzedać resztkę majątku narodowego za 28 mld złotych, bo inaczej nic mu się nie zbilansuje, to tylko powinno nas upewnić, że taki fachowiec nie powinien sprzedawać nawet używanego auta. To, co wyczynia minister finansów z polskimi finansami, woła o pomstę do nieba. To pewne, że możemy się spodziewać bardzo niekorzystnych rekomendacji dla polskiego długu i polskich papierów skarbowych w najbliższej perspektywie. Rząd ogłasza, że potrzeby pożyczkowe brutto Polski będą wynosić w 2010 r. aż 203 mld złotych, czyli 1/3 całego długu publicznego Skarbu Państwa, jaki uzbieraliśmy przez ostanie 20 lat wolnej Polski, obecnie to 650 mld zł, i jednocześnie twierdzi się, że wszystko jest pod kontrolą. Przez ostatnie 4 lata zadłużenie naszego kraju wzrosło o ok. 20 mld zł. Teraz ten pułap zadłużenia - 200 mld zł - mamy osiągnąć tylko przez 1 rok i to przy wyprzedaży resztek majątku narodowego.

 

Grozi nam pozbycie się ostatniego polskiego banku PKO BP i PZU S.A. Co w takim razie przyjdzie sprzedawać rządowi w latach 2011-2012 - bo niewątpliwie trzeba będzie nadal dopłacać gigantyczne kwoty do OFE i spłacać koszty zadłużenia zagranicznego. To każdego roku pochłonie co najmniej 100 mld zł. Czy w latach 2011 - 2012 przyjdzie nam prywatyzować i sprzedawać Śląsk Opolski, Jeziora Mazurskie, Wawel? Deficyt będzie rósł z pewnością, choć bez konieczności spłaty starych długów. Im więcej pożyczamy, tym większy mamy deficyt i zadłużenie, im większy mamy deficyt i zadłużenie - tym więcej będziemy musieli pożyczać. Tu koło się zamyka. Nieprzypadkowo francuski BNP Paribas rekomenduje swoich klientom sprzedawanie polskich papierów wartościowych, bo Polska będzie musiała sprzedawać na rynku bardzo dużo papierów skarbowych i będzie to nas coraz więcej kosztować. Inwestorzy finansowi już chcą oprocentowania na poziomie 7 do 7,5 proc. przy 10-letnich obligacjach. W 2010 r. z pewnością zażądają wyższego oprocentowania, a chętnych na sprzedawanie i zadłużanie się będzie coraz więcej w Europie, my natomiast z każdym dniem będziemy tracić wiarygodność.

 

W 2010 urosną straty finansowe banków

 

Jakby tego wszystkiego było mało, agencja ratingowa Standrad & Poors ogłosiła analizę dotyczącą wzrostu ryzyka w polskim sektorze bankowym, a zagrożenie to zaczyna być naprawdę poważne. Choć polska opinia publiczna nie jest o tym informowana. „Gazeta Finansowa†w licznych artykułach (np. „Jeszcze banki czy już piramidy finansowe†z 15 maja 2009), ostrzegała, że opowieści o tym, że banków w Polsce absolutnie nie dotknie kryzys, można włożyć między bajki. Według Standrad & Poors są dwie główne przyczyny zagrożenia dla polskich banków: szybki przyrost złych kredytów oraz wysoki udział kredytów w walutach obcych.

 

Do tego dochodzą: znaczące osłabienie złotego, które należy jak najbardziej zakładać - paniczna wyprzedaż złotego dopiero przed nami, to z pewnością doprowadzi do tego, że duża część kredytów Polaków i polskich firm przerodzi się w należności zagrożone i przeterminowane. Oczywiście minister finansów uważa, że to BNP Paribas, Standrad & Poors się mylą, a nie on. Jeśli na to nałoży się recesja, spadek eksportu, rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących w lipcu, to mamy rekordowy deficyt rzędu 565 mln euro, transfer dywidend do banków za granicą w lipcu (to już ok. 1 mld euro) czy spadek inwestycji zagranicznych (jest on rzędu 83 proc.) - pełen komplet zagrożeń i to nie byle jakich. Banki w Polsce zamiast informować wprowadzają w błąd.

 

To słowa znanego bankiera, prezesa ING BSK B. Bartkiewicza, najpełniej oddające zaniepokojenie tym, co czeka polski sektor bankowy, czyli zagraniczne banki komercyjne działające w Polsce. Po nieśmiałych próbach zainicjowania poważnej debaty na temat wpływu kryzysu na sektor bankowy w Polsce, które próbowali podjąć prezes Morawiecki czy prezes M. Stańczak, wszystko szybko wróciło do normy pod hasłem „jesteśmy najsilniejsi w Europie, nic nam nie groziâ€. Dyżurni analitycy serwują nam te same dobre wiadomości: kryzys minął, złoty będzie się systematycznie umacniał, budżet i deficyt są pod pełną kontrolą. Wystarczy tylko sprywatyzować resztkę majątku narodowego i będzie dobrze, jak twierdzi niezawodny Leszek Balcerowicz. Miał absolutną rację prezes ING BSK, gdy mówił: „Wzywam! Dość manipulowania!â€.W sektorze bankowym nie podjęto próby postawienia równie zasadniczych pytań, a przecież błędów popełnionych zarówno w sektorze bankowym, jak w całej polskiej gospodarce było co niemiara.

 

Kredytowe szaleństwo trwa w najlepsze

 

Przedsiębiorstwa i Polacy żyją od 20 lat na kredyt. Majątek został wyprzedany w 70 proc., głównie za granicę. Rosną gigantyczne długi - 650 mld długu publicznego Skarbu Państwa, 200 mld euro długu zagranicznego, 170 mld zł banków działających w Polsce, 80 mld złotych kredytów przeterminowanych zarówno firm, jak i zwykłych konsumentów, ok. 15 mld długów na kartach kredytowych, ponad 200 mld długów z tytułu kredytów hipotecznych, a ok. 2/3 tych kredytów jest przecież w walutach zagranicznych. Już półtora miliona Polaków zalega z płatnościami na kwotę blisko 12 mld złotych, tylko wobec banków. Blisko 600 tys. Polaków posiada po kilka kredytów. Rekordziści nawet po 10 jednocześnie. Udział kredytów zagrożonych może więc wzrosnąć do końca roku do 15 może nawet 17 proc.

 

Czy bankowcy powiedzieli nam całą prawdę

 

Mimo ogromnej nadpłynności sektora bankowego w Polsce, od 25 do 30 mld złotych, kredytów dla przedsiębiorstw nie ma i nie będzie. Niebezpieczna wydaje się pomoc, jaką NBP chce zaoferować bankom komercyjnym. Prezes NBP Sławomir Skrzypek nie wyciągnął, jak widać, żadnych wniosków z tego, co zdarzyło się w I poł. 2009 r. Szedł bankom komercyjnym na rękę, jak mógł, i co? I nic, kredytów jak nie było, tak nie ma. Cała wolna gotówka banków trafiała znów na oprocentowane konta NBP. „Prezesie Skrzypek nie idźcie tą drogąâ€. Mamy w Polsce banki, które wręcz toną. Banki, które udzieliły ogromnych kredytów korporacyjnych, takich jak np. Pekao SA, które udzieliło kredytów korporacyjnych na kwotę 60 mld złotych czy Bre Bank.

 

Mają się one dziś czym martwić. Bank, który udzielił gigantyczną, jak na polskie warunki, kwotę 13 mld złotych developerom, może mieć obawy o jej szybki zwrot i stabilne spłacanie. Bank Bre, który udzielił gigantycznych kredytów gotówkowych poprzez swoje ramię Multibank i mBank już odpisał 650 mln złotych z tytułu rezerw. Kredyt Bank niedługo ruszy poprzez swoje ramię Źagiel. A pamiętajmy, że te są oprocentowane bardzo wysoko nawet na 20 proc. W sytuacji gdy właśnie kredyty ratalne i gotówkowe stają się prawdziwą kulą u nogi banków staje się to realnym zagrożeniem dla wielu z nich. Niespłacone długi przedsiębiorstw rosną o 1,5 mld zł miesięcznie. W ubiegłym roku rosły o tyle w ciągu całego roku. Wartość złych długów przedsiębiorstw w Polsce pod koniec lata wzrosła do ok. 25 mld zł. Zbliżamy się więc do rekordu z 2003 r., wówczas było to ok. 30 mld złotych. Olbrzymie kłopoty korporacyjne dla banków w Polsce stworzy pod koniec roku Orlen SA, którego gigantyczne zadłużenie trzeba będzie na nowo renegocjować. Aż 9 banków działających w Polsce znajduje się na liście obserwacyjnej agencji Moody’s z możliwością obniżenia ich ratingu.

 

A przecież polska gospodarka dopiero wkracza w fazę spowolnienia gospodarczego, w fazę prawdziwego kryzysu. W dodatku rośnie bezrobocie, zanosi się na zwolnienie jeszcze kilkuset tysięcy osób do końca br. i coraz bardziej ujawnia się spadek cen nieruchomości, powodujący straty deweloperów. Gwałtowne osłabienie złotego, a w zasadzie sprowadzenie go do poziomu sprzed lipca tego roku, czyli w pierwszej połowie 2009 r., też należy brać poważnie pod uwagę. W okresie letnim złoty został sztucznie napompowany aż o 50 gr., przez co zagraniczne banki inwestycyjne, głównie amerykańskie, kupowały go na potęgę, licząc się z tym, że zapłacą złotówkami za totalną prywatyzację zapowiadaną przez polski rząd. Teraz doszły do wniosku, że nie da się sprywatyzować tak szybko takiej ilości przedsiębiorstw w Polsce i po tak śmiesznych cenach z powodu protestów załóg. Te banki równie gwałtownie mogą się pozbyć zapasów złotego, co osłabi jego notowania. Paniczna wyprzedaż złotego z pewnością dopiero przed nami.

 

Banków kryzys nie oszczędzi

 

Banki komercyjne działające w Polsce ponoszą pierwsze poważne straty związane ze skutkami kryzysu, a to dopiero preludium przed drugą połową roku 2009 i trudnym 2010 r. Banki zarobiły 4,3 mld złotych, czyli dokładnie 50 proc. mniej niż rok temu. PKO BP musiało odpisać na rezerwy w pierwszej połowie br. aż 770 mln zł. Bre Bank będzie musiał odpisać 650 mln zł. Te wszystkie straty bardzo poważnie osłabią pozycje kapitałowe większości banków komercyjnych działających w Polsce. Jest wielce prawdopodobne, że zostaną sprzedane nawet całe banki, na listę transferową mogą w pierwszej kolejności trafić BZ WBK, bo jego irlandzki właściciel ma gigantyczne kłopoty, Millennium Bank, Kredyt Bank czy Bre Bank. Ale niespodzianek może być znacznie więcej.

 

Wali się na naszych oczach eksport (spadek o 24 proc.), obligacje skarbowe sprzedają się coraz trudniej, banki zaczynają uprawiać kreatywną księgowość, spółki giełdowe, jak i banki ukrywają prawdziwe wyniki w swych raportach finansowych. Jedyny czynnik utrzymujący polski wzrost gospodarczy na powierzchni, czyli eksport, przestaje się liczyć. Tempo, w jakim zadłużamy nasz kraj, jest niespotykane. 203 mld złotych potrzeb pożyczkowych brutto tylko w 2010 r. to absolutny rekord. I nie są to pieniądze ani na drogi, ani na lotniska, ani na szybką kolej czy na nowe fabryki. Tylko na zapchanie kolejnej dziury budżetowej, tym razem dziury Rostowskiego i oddanie starych długów. Zadziwia wręcz naiwność i hura optymizm polskich przedsiębiorców, którzy ciągle wierzą w rządowe zapewnienia, że kryzys w Polsce minął i czekają na kolejne cuda gospodarcze.

 

Janusz Szewczak

Autor jest analitykiem gospodarczym

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cinek_sw

Jak to śpiewał Kuba Sienkiewicz: ..."A miało być tak pięknie...."  :-[

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Kanten

Uczyli na Politechnice, że na liczby trzeba popatrzeć z kilku stron, a jeśli są prawdziwe to potem to już nie ma rady, trza im wierzyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

witam

 

Może ciekawe może nudne. Artykuł napisany przez Zygmunt Bauman, traktujący po troszkę o samym kapitalizmie i jak się zmienił, podejściu banków do klientów i o zadłużeniu polaków. Rzeczy ogólne ale nie oczywiste dla wszystkich.

 

http://www.hotmoney.pl/artykul/zaciska-sie-finansowa-petla-na-szyi-polaka-10261

 

Robert

Share this post


Link to post
Share on other sites

Resort finansów podał, że według unijnych wyliczeń dług publiczny wyniósł w 2011 r. aż 56,4 proc. PKB. Polska oszacowała dług na 53,5 proc.

 

Teoretycznie oznacza to, że nie przekroczyliśmy konstytucyjnego progu ostrożnościowego (55 proc. PKB) i nie musimy drastycznie ciąć wydatków budżetowych - podaje "Rzeczpospolita".

 

Jednak do długu obliczanego przez Polskę nie jest zaliczany przede wszystkim ten wygenerowany przez Krajowy Funduszy Drogowy, czyli to, co państwo pożycza na budowę autostrad i tras szybkiego ruchu. Na koniec 2011 r. zadłużenie KFD wyniosło w sumie ok. 47,5 mld zł, czyli prawie o 40 proc. więcej niż w 2010 roku.

 

Największą część długu publicznego generuje Skarb Państwa, czyli potrzeby budżetu. To aż 747,5 mld zł (na koniec 2011 r.), czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej.

 

Dużo szybciej rośnie też zadłużenie samorządów. Zwiększyło się ono w ciągu 2011 r. do 61,2 mld zł, czyli o 20 proc. w porównaniu z 2010 r.

 

Z kolei sektor ubezpieczeń społecznych ma zobowiązania w wysokości ok. 2,8 mld zł, czyli o 12,7 proc. więcej. Rośnie też zadłużenie placówek służby zdrowia.

 

Żródło Sfora

 

Pozdrawia

Robert

Share this post


Link to post
Share on other sites

To już ponad 520 mld zł.

 

    Dług krajowy na koniec maja 2012 r. wyniósł 526,1 mld zł - informuje IAR.

 

Z danych resortu finansów wynika, że to o prawie 20 mld więcej niż pod koniec ubiegłego roku, kiedy nasz dług wynosił 507,2 mld zł.

 

Ministerstwo Finansów informuje też, że do wykupu w tym roku pozostaje 59,4 mld zł długu. Z tego 5,6 mld zł to bony skarbowe, 43,7 mld zł obligacje hurtowe i detaliczne oraz 10,2 mld zł to kredyty na rynkach zagranicznych.

    Po uwzględnieniu zysku z NBP, potrzeby pożyczkowe brutto w br. wyniosą 167,9 mld zł, a netto 38 mld zł - dodaje agencja.

Zobacz, ile długu przypada na każdego Polaka.

 

    W ubiegłym roku deficyt budżetowy wszystkich krajów UE wyniósł łącznie 565,1 mld euro. Dług publiczny sięgnął już 8,22 biliona euro  (w 2010 roku wynosił 7,82 bln euro) - wynika z najnowszych danych Eurostatu. Polska znalazła się, niestety, w czołówce najszybciej zadłużających się państw Europy - informuje bankier.pl.

 

Z danych Eurostatu wynika, że w ubiegłym roku deficyt budżetowy Polski sięgnął 5,1 proc. PKB, czyli 78 mld złotych, był więc mniejszy o 30 proc. niż rok wcześniej. Jednak dług publiczny wzrósł z 54,8 proc. do 56,3 proc. To oznacza, że przekroczył drugi próg ostrzegawczy zapisany w ustawie o finansach publicznych.

 

W ostatnim dniu 2011 roku dług Polski wyniósł 858,9 mld złotych. To oznacza, że każdy mieszkaniec naszego kraju, bez względu na wiek, zadłużony jest na 23.090 złotych.

 

Największy deficyt budżetowy w ubiegłym roku zanotowała Irlandia - 13,1 proc. PKB, Grecja - 9,1 proc., Hiszpania - 8,5 proc. i Wielka Brytania - 8,3 proc.

 

Najlepiej radzą sobie Austria (2,6 proc. deficytu), Malta (2,7 proc.), Niemcy (1,0 proc.), Finlandia (0,6 proc.) i Luksemburg (0,5 proc.) oraz Szwecja i Estonia.

 

Żródło: www.sfora.pl

 

Sytuacja się rozwija, a nas będą głębić podatkami po im na to konstytucja pozwoli.

 

Pozdrawia

Robert

Share this post


Link to post
Share on other sites

u nas największym problemem jest to, że nie tylko musimy utrzymywać istniejącą infrastrukturę to jeszcze w dodatku musimy ją rozbudowywać - sam plan dróg, które miały być gotowe na Euro został zrealizowany w jakiś 60%! A co z resztą planów na najbliższe 5-8 lat? To sporo czasu i mnóstwo kosztów pochłonie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

      Takie działania jak rozbudowa czy utrzymanie infrastruktury to miejsca pracy (np.przygotowania do euro2012 gospodarka się rozwijała: jeszcze nie zaczęło się euro 2012 a już nasza gospodarka stygnie. co będzie po euro 2012 ? Może początek końca świata dla Polski). A jak są miejsca pracy to jest ruch pieniądza, a od tego ruch są podatki wszelaki aby to utrzymać. Wiec rozbudowa czegokolwiek to najlepsze co mogło się trafić Polsce i to niesamowicie psujemy.

          Kłopot polega na tym że ludzie pracujący na dole dostają najmniej a nawet nic za pracę, nasze  państwo nie robi nić z tym. W efekcie następnie brak pieniądza na rynku co objawia się spadkiem siły nabywczej społeczeństwa. A to przekłada się na przyszłe plany rozwoju, naszej ojczyzny.

        Np. nie wypłacenie kasy za auto strady czy za stadiony co ostatnio można przeczytać (szkoda że ucichło to w telewizji). Nic innego jak odebranie sporej części siły nabywczej dla społeczeństwa.

 

Pozdrawia

Robert

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy wiecie, ale jedynym politykiem który złożył stosowną ustawę zabraniającą tworzenie budżetu państwa z deficytem był JKM.

 

Już nawet nie mówię o tym że kasa pożyczona na autostrady i stadiony nie jest ujmowana w zadłóżeniu.

 

@up To nie do końca tak:

 

Podwykonawcy firmy DSS, odpowiedzialnej za budowę odcinka C autostrady A2, wyjaśniają jak wygląda współpraca z głównym wykonawcą.

 

Marek Szymczak, który wciąż nie otrzymał od DSS niemal 2 milionów złotych, musiał zwolnić sporą część pracowników. Jego zaległości w Urzędzie Skarbowym sięgają 800 tysięcy złotych, a wierzytelności przekraczają milion.

 

Propaganda infrastrukturalna rządu Donalda Tuska działała pełną parą już od chwili wbicia pierwszej łopaty. Próbowano przysłonić nie tylko małe uchybienia, ale potężne niejasności, które skutkują dziś bankructwem firmy DSS i olbrzymimi problemami jej podwykonawców. Marek Szymczak odsłania także kulisy prac pokazowych, podejmowanych na przyjazd rządowych kontroli.

 

Przedsiębiorcy nie mogą odzyskać zainwestowanych pieniędzy, choć zmuszeni są literą prawa do zapłacenia podatków. Sytuacja jest dramatyczna, ale nie zamierzają się poddać.Powołali Komitet Protestacyjny Przedsiębiorców Poszkodowanych przy Budowie Autostrad, który zrzesza aż 70 firm. Rozpoczęli batalię o zwrot niewypłaconych środków. Należności są niebotyczne. Sama tylko upadła spółka DSS jest im winna łącznie 830 mln zł.

 

Właściciele firm, którzy zostali doprowadzeni do ostateczności, swoje fatalne położenie zawdzięczają rządowi Donalda Tuska, który wybrał nierzetelnego i niewypłacalnego wykonawcę odcinka C autostrady A2. Minister Infrastruktury już w ubiegłym roku znał doskonale kondycję finansową spółki.

 

Ostatni akapit wszystko wyjaśnia. Rząd wybierał głównych wykonawców im zapłacił a wykonawca wyłożył kiełbasę na mniejsze firmy. Tylko jak można wybrac firmę, która w ciągu 3 miesięcy robi 830 mln zł długu? PATOLOGIA

 

 

 

Problemem już nie jest wyjście z tego zadłużenia a próba jego zatrzymania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Robertpl

To, że są inwestycje jest dobre. Ale z drugiej strony kasę na te inwestycje na początku wykładamy z własnej kieszeni i tylko niewielki procent wraca do budżetu (odpowiednio 19% podatku dochodowego i max 23% VAT). Na zwrot z Unii się trochę czeka, a to nabija odsetki...

Co do kwestii wypłat dla podwykonawców to niestety rząd nie ma nic do tego - mamy kapitalizm! I rząd nawet nie powinien się nic wcinać w relacje główny wykonawca <-> podwykonawca, bo to regulują odpowiednie przepisy, ustawy i umowa pomiędzy obydwoma stronami. Co z tego, że to inwestycja rządowa? Rząd (każdy, nie tylko PO) powinien pokazać potwierdzenie przelewu na konto głównego wykonawcy i tyle. Rząd się wywiązał ze swoich zobowiązań.

Poza tym zauważ ten paradoks - jak się dzieje źle, to państwo ma interweniować i pomagać. Ale jak państwo potrzebuje to wielki krzyk, że VAT poszedł w górę albo wiek emerytalny...

Tak więc rozbudowywanie się ma swoje plusy (jak wspomniałeś - obieg pieniądza) jak i minusy (wydatki z budżetu większe niż obieg pieniądza). Ja uważam, że w tej chwili konieczność szybkiego powstawania nowych inwestycji wymusza większe wydatki z budżetu niż my, jako państwo, jesteśmy w stanie unieść. I to jest problem!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najnowszy komentarz Szewczaka:

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na mój gust do Euro i miesiąc, dwa po nim wszystko będzie jeszcze w porządku. Ludzie otumanią się liczeniem zysków, a część obcokrajowców zachwyconych naszą gościnnością, wróci do Polski na dłużej by spędzić tu kilka tygodni wakacji i lepiej poznać nasz kraj. Część osób (restauratorów i hotelarzy?) zachęconych drugą falą turystów, kontynuuje rozpoczęte inwestycje, zapominając o tym, że druga taka impreza w najbliższym czasie się nie powtórzy. Później pod koniec września i na początku października, zacznie się robić trochę chłodniej, obcokrajowcy wyjadą i skończy się napływ kapitału. Ludzie obudzą się już z haju po Euro, a do głosu zacznie dochodzić rozsądek. W masmediach zaroi się od informacji o niedokończonych inwestycjach (po co kończyć jak już po Euro?) i nie spłaconych zobowiązaniach. To będą pierwsze objawy recesji. W tej atmosferze dotrwamy do grudnia i okresu świątecznego, kiedy to zaczną się wielkie zakupy. Z mediów na chwile znikną hasła o złym stanie finansowym kraju, a Polacy dzięki rozpustnym wydatkom na prezenty, raz jeszcze uratują gospodarkę. Niestety nie potrwa to długo. Zaraz po sylwestrze skończą się święta, a do następnych jeszcze długo. Wtedy kryzys przyjdzie do nas wielkimi krokami. Co będzie dalej? Wolę nie myśleć.

 

To jest moja prognoza z perspektywy dzisiaj (06.06.2012). Kłopoty Grecji mogą niestety przyspieszyć i pogłębić ten proces. Oby nie pociągnęły za sobą reszty krajów europejskich. Niestety zły stan finansów ma już swoje konsekwencje dzisiaj, w postaci wracających do głosu socjalistów (patrz Francja).

 

Nie będę pisał co dalej, bo oskarżycie mnie o czarnowidztwo. Na koniec powiem tylko tyle, że niezbadane są koleje losu i kto wie, może jeszcze przytrafi się nam coś dobrego :)

 

Pozdrawiam

 

PS. Nie oglądałem wcześniej tego filmiku. Widzę, że część się powtarza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Socjaliści dochodzą do głosu, ponieważ nie mówią wprost, że trzeba obciąć wszystkie zbędne wydatki. Dostaną głosy, potem albo pokażą prawdziwą twarz i zaczną ciąć socjal, albo będą pogłębiać kryzys...

Ciężko stwierdzić co czeka Polskę. Wciąż mamy przewagę taniej siły roboczej i usług, które świadczymy na całym kontynencie. Dlatego może nie będzie tak źle :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

UE i strefa euro sie wali i sie rozpadnie, wystarczy sledzic co sie bedzie dzialo z budzetem Unii. Grecja na pewno nie przetrwa. Upadek Grecji pociagnie inne kraje i moze spowodowac efekt domina. Europejskie banki beda musialy wliczyc straty ze straconych obligacji i innych papierow greckich i glownie dlatego trzyma sie Grecje-trupa przy zyciu. W duzo gorszej sytuacji niz Grecja sa Wlochy, Hiszpania, Francja o Portugalii nie wspominajac. To jest jak domino, bo np glownym wierzycielem Hiszpanii jest Francja, podobnie jest z Wlochami, gdzie zadluzenie jest przeogromne. Polska nie jest tutaj zadna zielona wyspa.

To juz nie jest pytanie "czy" tylko "kiedy".

Tylko calkowita zmiana systemu kapitalistycznego na swiecie moze cos zmienic, czym szybciej tym lepiej. Narazie nic nie zapowiada tak drastycznych reform, a predzej czy pozniej musi sie zmienic, bo ten system bankrutuje podobnie jak socjalizm. Ruchy spoleczne w stylu "wiosny ludow" tez sa mozliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.



×